Styczeń – podsumowanie

00na fejsa z cz Styczeń był dla mnie jednym z lepszych miesięcy treningowych. Wybiegałem największą ilość kilometrów podczas jednego miesiąca – 353km Mogłem przebiec więcej, ale organizm domagał się odpoczynku i nie chciałem robić dodatkowych kilometrów na siłę.  Zakładanego planu dotyczącego treningów technicznych nie wykonałem w całości, bo nie tylko polskich drogowców zima potrafi zaskoczyć. Mnie tym razem zaskoczyła również.  Do biegania w trudnych warunkach jestem przygotowany sprzętowo, mentalnie i fizycznie. Ale zaplanowałem treningi rytmowe w styczniu oraz lutym i nie był to najlepszy pomysł. Śnieg pokrzyżował moje plany. Jeśli nie ma się do dyspozycji hali sportowej, albo chociaż bieżni mechanicznej, planowanie treningów szybkości na świeżym powietrzu, trzeba przełożyć na inny termin. Bieganie sprintów w śniegu, na śliskiej nawierzchni mija się z celem i może doprowadzić do kontuzji. Już na początku miesiąca myślałem, że mój styczniowy plan się zawali. Zafundowałem sobie 35km trasę jako długie wybieganie.  Nic w tym nie byłoby niezwykłego, ale kilkusetmetrowy podbieg, a właściwie podejście – ściślej mówiąc mozolna wspinaczka na szczyt Chełmca. Był to  jeden z głupszych pomysłów na jaki wpadłem w ostatnich miesiącach. Oczywiście kilkaset metrów wspinaczki prawie pionowo do góry, po obsuwających się spod nóg kamieni, błota i liści w deszczu i na wietrze musiałem przypłacić kontuzją. Ale to nie jest najgorsze, bo jeśli ktoś będzie brał udział w zawodach, gdzie takie warunki najprawdopodobniej będą występowały – to wówczas taki trening może mieć sens. Biegam po górach i przygotowuję się do każdych warunków, ale tym razem przedobrzyłem. Wysiadło mi ścięgno pod prawym kolanem. Dwa dni odpoczynku. Końska Maść i dalej trzaskać kilometraż. Albo przejdzie, albo się pogorszy! Zawsze uważałem i nadal tak myślę, że najgorsze dla nas jest słabe przeziębienie lub niewielki ból, bo wówczas nie wiemy, czy leń nas ogarnia, czy jest to początek jakiejś choroby i ciężko podjąć rozsądną decyzję. Zaryzykowałem i ruszyłem na trening. Dlatego w dzienniczku treningowym zaznaczyłem tylko dwa dni kontuzji. Bo głupio jest pokazywać kontuzję i trening jednocześnie. Pod koniec miesiąca był mój najlepszy trening w styczniu, który zrobiłem z kolegami. Lubię biegać sam, ale czasami trzeba robić to w gromadzie.  Dla towarzystwa i dobrej zabawy. Po prostu trzeba się spotkać, pobiegać i pogadać. W kolejny miesiąc wchodzę z kontuzją łydki, która od czasu do czasu nawala. Zrobiłem kilka dni przymusowej przerwy, może przejdzie. Ale jutro po pracy trening, bo pogoda za oknem jest całkiem niezła. Pochmurno, zimno, deszcz i błoto ale nie wieje.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba