Sobotni trening :)

Sobotni trening miał być dłuższy, cięższy i kończyć się kilkunastoma przebieżkami. Ale musiałem go skrócić. Wieczorem wybierałem się na imprezę i chciałem być w dobrej formie. Trzydziestolecie ślubu, tzw. perłowa rocznica, to wspaniała okazja do świętowania. Przyjaciele którzy mnie i moją żonę zaprosili na uroczysty wieczór, wiele lat temu postanowili, że będą żyć razem. Było to w czasach, w których naprawiało się  to, co się zepsuło, a nie zamieniało na nowe. Takie podejście do życia spowodowało to, że są ze sobą tak długo. Wszelkie życiowe zawieruchy i liczne problemy starali się rozwiązywać i naprawiać, aby móc iść dalej razem przez życie i śmiało patrzeć w przyszłość. Teraz świat się zmienił. Coraz mniej jest spraw oraz rzeczy trwałych lub przeznaczonych na dłużej. Kupujemy ubrania na sezon, samochód na dwa lub trzy, a telewizor najwyżej na pięć. Sprzęt się jeszcze nie zużyje, a już rozglądamy się za nowym. Wielu ludzi stosuje takie podejście również w kontaktach międzyludzkich. Jeżeli dzisiaj jesteś potrzebny to dobrze, a jeśli już nie, to spadaj. Dlatego nawet małżeństwo lub przyjaźń nie są tak trwałe jak dawniej. Na szczęście są jeszcze ludzie myślący po staremu. Ceniący miłość i przyjaźń. Nie traktujący tego co łączy, jak czegoś tylko na chwilę, ale na dłużej, a może na zawsze.  Takie nostalgiczne przemyślania naszły mnie po wczorajszym wieczorze. Na którym wszystkie zaproszone pary miały spory staż małżeński na liczniku. I nie rozglądają się wokoło jak w hipermarkecie, żeby czym prędzej napełnić wózek. Czymś tanim, tandetnym i nietrwałym lecz myślą o trwałości i o byciu razem.

Właściwie to miało być o bieganiu. W takim razie kilka zdań o tym. W sobotę ponownie spadł śnieg. Założyłem Phytony, które cierpliwie czekały na półce na ten moment. Ruszyłem w moją ulubioną trasę. Którą chciałem pokonać bez kombinowania. Tempo swobodne, byle do przodu. Już po pierwszych trzech kilometrach średnia wynosiła 5:25km/min. Co dla mnie jest naprawdę szybkim tempem. Docierając do lasu, byłem tu prawdopodobnie pierwszy tego dnia. Bo na leśnych drogach widniały jedynie liczne ślady dzikich zwierząt. Wspaniale jest biegać nieprzetartymi szlakami. Buty przemokły dopiero po piątym kilometrze. Wiadomo sprzęt specjalistyczny, zwykłe przemakają już po pierwszym. Na dziesiątym coraz mocniej odczuwałem otartą nogę w miejscu tuż nad piętą. Mimo bólu nie zwalniałem. Za kilka kilometrów miał być kilkukilometrowy podbieg i zastanawiałem się czy uda mi się utrzymać tempo poniżej 6min/km Tym razem byłem mocny 5:59 to nie 6:00 Takie tempo miałem w najgorszym momencie mojego treningu. Ten stromy, ponad 3 kilometrowy podbieg po 17 km biegu, jest dla mnie jak wisienka na torcie lub jak łyżka dziegciu w beczce miodu. Wszystko zależy od dnia. Do końca przygotowań będę szlifował ten podbieg wiele razy. Chciałbym dojść co najmniej do 5:00min/km Jeszcze tylko dwa kilometry z górki oraz kilkaset metrów ponownie do góry i koniec treningu. Było nieźle. Noga obtarta. Jeden z butów zafarbowany od krwi na czerwono. Ale takie jest życie.

Slavo65 😉

Może Ci się również spodoba