WB (37km) w Rudawach Janowickich

W drodze na szczyt Skalnika

Dziewiętnastokilometrowy kros dzień przed planowaną wycieczką biegową w Rudawy Janowickie. To był jeden z najgłupszych pomysłów od wielu miesięcy, na który wpadłem. Ale głupie pomysły są po to, aby na nie od czasu do czasu wpadać. Najważniejsze, żeby ich nie powielać w przyszłości. Wspominam o tym, bo negatywne efekty krosu dały wkrótce znać o sobie. W Rudawy wybrałem się w towarzystwie Jarka z Oławy i Krzyśka z Oleśnicy. Kolegami z nastawieniem na ultra dystanse, którzy przygotowują się do długich biegów górskich oraz do biegów ultra również w terenie. Dlatego podobne cele jakie przed sobą postawiliśmy w nadchodzącym sezonie, doprowadziły do wspólnego treningu. Mam nadzieję, że takich treningów będzie więcej.

Widok Śnieżki z Ostrej Małej

Wyprawa w ten rejon zaplanowana była na jesień, ale z powodu nagłych opadów śniegu w październiku, musieliśmy ją przełożyć. Szkoda, bo jesienią Rudawy Janowickie wyglądają najpiękniej. Trasa biegu miała prowadzić z Janowic Wielkich (400m), przez ruiny Zamku Bolczów (560m), Polanę Mniszkowską (711m), Wołek (878m), Przełęcz Rudawską (739m), Skalnik (945m), Ostrą Małą (935m), Przełęcz pod Średnicą (595m), Bukowiec (440m), Karpniki (420m), Schronisko Szwajcarka (520m), Sokolik (623m), Schronisko (520m), Starościńskie Skały (718m), Zamek Bolczów (560m) i kończyć się w Janowicach (400m). Całość naszej wyprawy, według moich obliczeń „palcem po mapie” powinna wynosić około 34km.

Krzysiek i Jarek na Ostrej Małej

Wkrótce okazało się, że nasz bieg będzie dłuższy o 5km. „Niewielki” błąd w obliczeniach. Ale ultrasi to inny gatunek człowieka. Kiedy okazało się, że bieg będzie znacznie dłuższy – byli zachwyceni. Wszyscy inni, nie darowaliby mi tego do końca życia. W piątek pogoda była znakomita. Lekki mróz i słońce, które towarzyszyło nam niemal przez całą drogę. Wiatr również był ledwo odczuwalny. Ruszyliśmy z okolic dworca kolejowego w Janowicach Wielkich, gdzie mieliśmy zaparkowany samochód. Przebiegliśmy przez kilka ulic i wkrótce znaleźliśmy się między drzewami. Kamienistym, trudnym, kilkusetmetrowym podbiegiem dotarliśmy do ruin zamku. Nie robiliśmy przerwy, bo to był dopiero początek biegu, a tędy mieliśmy wracać. Dlatego wizytę na zamku odłożyliśmy na później. Dalej biegliśmy kamiennym traktem prowadzącym do góry, w kierunku Polany Mniszkowskiej.

Zdjęcie przy krzyżu pokutnym w Bukowcu

Pomyliliśmy drogę, bo szlak ginął gdzieś między drzewami, a my pobiegliśmy dalej. Chwila przerwy, przegląd mapy i bieg we właściwym kierunku. Od Polany Mniszkowskiej, przez kilka kilometrów ciągłego biegu, w większości prowadzącego do góry. Na trasie zalegał mocno zmrożony śnieg, który skutecznie utrudniał nasz bieg. Większość tego kilkukilometrowego odcinka pokonaliśmy marszobiegiem lub marszem. Prawdę mówiąc spodziewałem się śniegu i lodu w tym rejonie. Ale Icebugów, przystosowanych do biegania w takich warunkach nie zabrałem. Dlaczego? To pytanie zostawię bez odpowiedzi.

Ekipa na Sokoliku

Wkrótce dotarliśmy na szczyt Skalnika i mijając go skręciliśmy w kierunku skał położonych na Ostrej Małej, na których znajduje się znakomity punkt widokowy. Ku naszemu zaskoczeniu, nie wiało i mogliśmy zatrzymać się na chwilę w celu zrobienia pamiątkowych zdjęć i podziwiania okolicy. Widok był imponujący. Wspaniałe, ośnieżone Karkonosze z masywem Śnieżki, Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie i wiele innych ciekawych miejsc. Nasza przerwa nie była jednak długa. Mimo słońca, lekki mróz był odczuwalny, a my byliśmy spoceni. Ruszyliśmy do Bukowca. Kilkaset metrów kamiennym traktem ostro w dół i dalej również bardzo stromym asfaltem. Mijaliśmy dawne kamienie graniczne. Ale zauważyłem tylko jeden, bo biegliśmy bardzo szybko i trzeba było patrzeć pod nogi. Tuż przed Bukowcem zbiegliśmy z asfaltu.

Widok z Sokolika na Góry Kaczawskie

Czerwony szlak gwałtownie skręcał między drzewa i równie gwałtownie się urywał. Trochę błądziliśmy, ale wkrótce wróciliśmy na właściwą drogę, po kilkuset metrach wbiegliśmy ponownie na asfalt. Biegliśmy przez Bukowiec. Zatrzymując się na moment przy krzyżu pokutnym. Łyk mrożonego izotonika, zdjęcie i dalej biegliśmy asfaltową drogą w kierunku Karpnik, mając przed oczami Sokoliki, które były kolejnym punktem w naszej wyprawie. Zgodnie ze znakami turystycznymi, zbiegliśmy z drogi i polną ścieżką dotarliśmy do Zamku Karpniki. Byłem trochę rozczarowany jego widokiem. Zamek był remontowany i ze swoimi białymi, świeżo otynkowanymi ścianami, wyglądał jak fabryka. Dobiegliśmy do Karpnik i przebiegając przez wioskę skręciliśmy w kierunku schroniska „Szwajcarka” Nadal była piękna, słoneczna pogoda.

Schronisko Szwajcarka

Drewniany domek w stylu tyrolskim w którym znajduje się schronisko. Prezentował się efektownie w pełnym słońcu. Zrobiliśmy krótką przerwę na herbatę i małą przekąskę. Którą zjedliśmy w towarzystwie dorodnych czarnych kocurów. Domowników schroniska. Niestety niczym nie mogliśmy się z nimi podzielić. Mój energetyczny baton typu „marcepanowy chlebek” ani słone paluszki kolegi, nie przypadły im do gustu. Po przerwie ruszyliśmy dalej. Właściwie to Jarek pobiegł, Krzysiek truchtał, a ja pełzłem za nimi na szczyt Sokolika. Jarek miał wyjątkowy dzień i pewnie zrobiłby trasę o kilkadziesiąt minut szybciej. Ale to dobry kolega. Od czasu do czasu, czekał na nas, a później gnał dalej, by ponownie oczekiwać nas na szlaku. Warto było wspiąć się na punkt widokowy znajdujący się na majestatycznych skałach wieńczących szczyt Sokolika. W pełnym słońcu i prawie bezwietrznej pogodzie było wspaniale i chciałoby się tu zostać dłużej. Ze skał roztaczał się imponujący widok na okolice, porozglądaliśmy się trochę, ale musieliśmy ruszać dalej. Koledzy biegli, a ja ledwo nad nimi nadążałem. Kros w ciężkim terenie zrobiony dzień wcześniej, dał mi się we znaki. Być może powodem mojej niedyspozycji nie był kros tylko kilkudniowa przerwa spowodowana przeziębieniem? Nieważne. Najważniejsze, że wyprawa się udała.

Na dziedzińcu Zamku Bolczów

Przebiegając las, mijaliśmy malownicze skałki i dotarliśmy ponownie do zamku. Pamiątkowe zdjęcie i dwa kilometry w dół do Janowic. 37 km trasę z przewyższeniem 1316m w górę i tyle samo w dół. Pokonaliśmy w czasie netto 4:16:46 (ja o około 2 minuty dłużej) Średnie tempo 6:53 min/km W czasie biegu jedna kilkunastominutowa przerwa w schronisku i cztery chwilowe, na zrobienie zdjęć. Kończąc wycieczkę, ominęliśmy Starościńskie Skały. Bo koledzy widzieli, że wymiękam i darowali mi dodatkowe dwa kilometry biegu.

Slavo 65  🙂

Może Ci się również spodoba