Pivni Triatlon zaliczony!

Nasz team „Łyse Łosie” – jedyna drużyna zagraniczna

W sobotę udaliśmy się sportową ekipą na bardzo poważne zawody do Czech. Zabraliśmy ze sobą Krzyśka, który miał udokumentować nasze ekstremalne zmagania w zawodach. Piwni triatlon to wschodząca odmiana tej wymagającej dyscypliny sportowej. Przeznaczona dla ludzi nie umiejących pływać, ale za to lubiących pić piwo. Bo pływanie trzeba czymś zastąpić. O godzinie 12:10 byliśmy w Hlavnovie, niewielkiej miejscowości u podnóża Bromowskich Skał i szukaliśmy miejsca startu zawodów. Hlavnov to nie Chicago i udało nam się to po kilku minutach. Na miejscu z którego miały rozpocząć się sportowe zmagania było jedynie dwóch rowerzystów. Ale widzieliśmy przygotowania do imprezy na miejscowym boisku. Po kilku minutach zaczęły nadciągać rzesze kolarzy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zrobiło się tłoczno i gwarnie. Biuro zawodów mieściło się na stoliku stojącym w rogu boiska. Nikła znajomość języka sympatycznych sąsiadów z południa, pozwoliła nam na zapisanie się na zawody i podpisanie zobowiązania, że jak zginiemy to nie będziemy mieli do nikogo pretensji. Zapisaliśmy się jako team. Ja miałem biec jako pierwszy, później Wojtek jechał na rowerze i w końcu Marek miał zmagać się z pięcioma czeskimi piwami, również na czas.

4:40 min/km to zbyt wolno, ale starałem się jak mogłem

Wkrótce ruszyliśmy do boju. Wystartowałem ostro na 4,5 kilometrowy bieg. Trasa w terenie, pół odcinka do góry, pół na dół. Dawałem  z siebie wszystko, w każdym razie tak mi się wydawało. 4500 metrów pokonałem w 21 minut, co dla mnie jest rewelacyjnym tempem.

Wojtek pomylił trasę i zrobił 4km więcej, ale najważniejsze że dotarł na metę

Przepięliśmy numer startowy i do boju ruszył Wojtek. Trasa rowerowa (asfaltowa pętla po okolicach) wynosiła 25 kilometrów, ale Wojtek zrobił 29 w ciągu 1 godziny i 5 minut. To był niezły rezultat, bo droga nie była wyłączona z ruchu i należało uważać. W ostatniej dyscyplinie wystartował Marek. Skutecznie zmagał się z czeskimi piwami, ale konkurencja nie pozostawiła nam złudzeń. Najlepszy zawodnik wypił piwo w średnim tempie 53 sekundy na „browara”! Nie mieliśmy po prostu szans. Ale Marek nie poddawał się do końca i na finiszu wyprzedził jednego zawodnika dosłownie o łyk piwa. Naprawdę będzie z niego „piwny” sportowiec.

Kapitalny finisz Marka, który walczył do końca.

Atmosfera na zawodach była znakomita. Czesi lubią się bawić. Było piwnie, gwarnie, na luzie i sympatycznie. Podczas dekoracji jako jedyny zagraniczny team otrzymaliśmy ekstra upominki, co było dla nas miłym zaskoczeniem. Z żalem rozstaliśmy się z Hlavnovem, ale postanowiliśmy poćwiczyć i za rok ponownie stanąć na starcie.

Strona organizatora zawodów: http://sskpedro.policenadmetuji.cz

Slavo65 😆

Może Ci się również spodoba