Bieg na Sowę – Ludwikowice Gorące

„Ze szczytu można dojrzeć, jak wszystko jest małe. Tutaj nasze zwycięstwa i smutki przestają być ważne. To, co zdobyliśmy i straciliśmy, zostaje na dole. Ze szczytu góry widzisz, jak wielki jest świat i jak szeroki horyzont.”

Paulo Coelho „Piąta góra”

Wielka Sowa na którą biegliśmy w niedzielę jest jednym z tysięcy szczytów z których patrząc w dal można poczuć dystans do życia o którym mówi Paulo Coelho. Dlatego ja i miliony ludzi na świecie wchodzimy na różne większe lub mniejsze szczyty, aby ogarnąć wzrokiem horyzont, a umysłem swoje życie. Z wieży widokowej znajdującej się tutaj, przy dobrej pogodzie można dostrzec sylwetkę wielkiego białego mostu obwodnicy wrocławskiej położonego kilkadziesiąt kilometrów od Wielkiej Sowy. Stąd roztacza się wspaniały widok; dalekie Karkonosze, mityczna góra Ślęża, Góry Wałbrzyskie, zielony grzbiet Gór Sowich, Wałbrzych, Świdnica, Dzierżoniów i wiele innych miejsc.

Ja przed startem na Wielką Sowę

Bardzo cieszyłem się na samą myśl, że po raz kolejny będę mógł biec z Ludwikowic Kłodzkich na Wielką Sowę. Niestety po ostatnim treningu, moje plany przybiegnięcia na szczyt w czasie lepszym co najmniej o 7 minut od wyniku z roku ubiegłego, wydały się nierealne. Najgorsze jest to, że moje dolegliwości zdrowotne są na tyle słabe, że mogę biegać i na tyle mocne, że uniemożliwiają skuteczny trening. Trening prędkości i wydolności musiałem całkowicie wykluczyć. Pozostały mi jedynie mozolne, ale krótkie wybiegania. Dlatego błąkam się w treningowych rozterkach od kilku tygodni, nie wiedząc, czy przerwać bieganie na dwa, trzy tygodnie lub dłużej i zrezygnować z zawodów, czy dalej mimo wszystko biegać. Taki dylemat miałem również przed niedzielnym startem. Na Wielką Sowę postanowiłem pobiec z kilku powodów. Po pierwsze, w tym roku „Bieg na Sowę” uzyskał rangę Mistrzostw Polski Weteranów w Biegu Górskim. Bardzo chciałem w tym wydarzeniu uczestniczyć i pobiegać z najlepszymi mastersami w naszym kraju. Drugim celem było poprawienie ubiegłorocznego wyniku, a trzecim chęć spotkania kilku znajomych. Zawody to jedyne miejsce gdzie mogę spotkać się ze znajomymi biegaczami mieszkającymi w różnych zakątkach Polski, bo w Wałbrzychu wszyscy mieszkać niestety  nie mogą.

Dominika Wiśniewska – Ulfik w drodze po kolejne zwycięstwo!

W niedzielę była piękna pogoda. Słońce tym razem przesadziło w swojej łaskawości. Temperatura mocno przekraczała 30 stopni, a na otwartej przestrzeni powietrze falowało od upału i nie było czym oddychać. Po weryfikacji zerknąłem do pakietu startowego w którym znajdowała się ładna niebieska, okolicznościowa koszulka, energetyki ufundowane przez Enervit, piwo „Piast”, butelka wody mineralnej „Anka” z rozlewni w Szczawnie Zdroju, mapa Gór Sowich i jeszcze kilka drobiazgów ufundowanych przez sponsorów. Wielu z nas czekało na rozpoczęcie zawodów chroniąc się w cieniu okolicznych drzew, bo upał był coraz mocniejszy. Na starcie stanęło około 200 biegaczy. Z Harendy ruszyliśmy punktualnie o jedenastej. Moje plany startowe zredukowałem do minimum; po pierwsze chciałem dobiec do mety, po drugie uzyskać lepszy czas niż rok wcześniej choćby o jedną sekundę! Już po pierwszych metrach biegu wiedziałem, że nie będzie łatwo. Postanowiłem biec swoim tempem do Przełęczy Sokolej, wdrapać się do schroniska, a później jak dam radę, to nieco przyspieszyć. Na przełęcz dotarłem mniej więcej w połowie stawki i zaczęła się mozolna wspinaczka pod górę. Obejrzałem się za siebie. Z przełęczy wspaniały widok rozciągał się na okolice, ale podziwianie krajobrazu zostawiłem na później. Sprawdzałem tylko, czy jeszcze ktoś za mną biegnie. Dotarłem do schroniska i nieco przyspieszyłem. Upał mocno dawał się we znaki, ale pozostała część trasy przebiegała między drzewami, które częściowo osłaniały nas od słońca. Było nieźle, wciąż miałem nadzieję, że przybiegnę na metę w ciągu godziny. Dobiegłem do punktu z napojami, kilka łyków  i nie zatrzymując się pobiegłem dalej. Długi trawers wił się wzdłuż grzbietu Wielkiej Sowy, do mety było coraz bliżej. Czasami kogoś wyprzedziłem, ale mnie również wyprzedzano. Wiedziałem, że w setce się nie zmieszczę. Ale cieszyło mnie to, że mogę biec dalej. Podczas zawodów nie ma sentymentów, każdy ciągnie do mety ile sił. Wszyscy mamy jeden podstawowy cel, bez względu na to jak długo biegamy i jak ciężko ćwiczymy, do mety dotrzeć chce każdy. Bo przekroczenie linii mety jest największą nagrodą za wysiłek jaki wkładamy na treningach. Wreszcie docieram do głównej ścieżki prowadzącej na szczyt. Ostry zakręt w prawo i do góry. Jeszcze tylko kilkaset metrów kamienistej drogi. Opadam z sił i przechodzę do marszu. Brak porządnego treningu wydolnościowego daje się mocno we znaki na tym ostatnim fragmencie kamiennego podbiegu. Czuję się jak ryba wyrzucona z wody, ale widzę już wieżę na szczycie i mozolnie gramolę się na metę. Ostatnie kilkadziesiąt metrów trzeba przebiec i udawać, że wszystko jest O.K. ludzie patrzą!

Na zdjęciu rozmawiam z kenijskimi biegaczami o Afryce, bieganiu, diecie itd. (w języku suahili oczywiście)

Do mety dotarłem na 124 pozycji w klasyfikacji generalnej z czasem 1:02:07, poprawiając swój ubiegłoroczny wynik o 33 sekundy. Było warto biec na szczyt, bo tam czekała na mnie moja, tym razem tylko dwuosobowa grupa fanów. „Byłeś niezły” – usłyszałem od nich. Zawsze tak mówią. 😛 Do mety na Wielkiej Sowie (1015m) dobiegło 190 zawodników. Poniżej przedstawiam wyniki najlepszych zawodników i zawodniczek w klasyfikacji open. Szczegóły znajdziecie na stronie biegu.

Oficjalna strona biegu >> http://www.wielkasowa.ocom.pl

Centrum Rekreacyjno – Szkoleniowe Harenda >> http://www.harenda.biz.pl

Zwycięzcy na podium

Kategoria mężczyzn:
  1. Slavenski Ilya (Białoruś) – 0:37:31
  2. Chebon Ben (Kenia) – 0:38:06
  3. Kruczkowski Dariusz (Polska) – 0:38:17
  4. Kitur Joel (Kenia) – 0:39:57
  5. Brydl Pavel (Czechy) – 0:40:03
  6. Bierczak Maciej (Polska) – 0:40:39
Kategoria kobiet:
  1. Wiśniewska – Ulfik Dominika (Polska) – 0:44:54
  2. Stelmach Dominika (Polska) – 0:47:18
  3. Jepkovir Winny (Kenia) – 0:48:33
  4. Gałuszka Halina (Polska) – 0:51:01
  5. Pakosz Irena (Polska) – 0:51:47
  6. Gacoń Karolina (Polska) – 0:51:58

Ps. W bieganiu na Wielką Sowę szczęście mi jednak sprzyja. W ubiegłym roku wygrałem zestaw regionalnego, pysznego sera, a tym razem voucher ufundowany przez Juventur w Wałbrzychu na kilkudniowy wyjazd do Francji. Może kiedyś wygram ze swoimi słabościami i wbiegnę na szczyt w ciągu 50 minut.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba