Lipiec – podsumowanie

 Rabin powiedział do swojego zatroskanego ucznia: „ Ty się nie martw, gdy dzisiaj jest źle, bo kiedy dzisiaj jest źle, to jutro będzie dobrze. Ty się martw gdy jest dobrze.” Zgodnie z powiedzeniem rabina trochę martwiłem się tym, że ostatnie miesiące trening układał mi się całkiem nieźle. Kilometry wybiegane, zdrówko dopisywało, moc i prędkość powoli wzrastała itd. Ale to już jest historia. Mimo ostrożności i nie zwiększania objętości oraz intensywności treningu kontuzja się przytrafiła. Może moje pesymistyczne nastawienie ściągnęło na mnie pecha. Podsumowując lipiec, w miesiącu tym przebiegłem zaledwie 130 kilometrów, wykonując 9 treningów i 2 starty.

Na początku miesiąca – 7 lipca, wystartowałem w „Maratonie Gór Stołowych” w którym spodziewałem się osiągnięcia czasu poniżej 5 godzin, na co byłem fizycznie dobrze przygotowany. Pierwsze 20 kilometrów maratonu pokonałem w zakładanym czasie, ale później zaczęła coraz mocniej boleć mnie prawa łydka i musiałem znacznie zwolnić,  aby w końcu przejść do marszobiegu. Ból był tak wielki, że zastanawiałem się nad tym, czy nie zrezygnować z biegu. Postanowiłem biec dalej i marszobiegiem dotrzeć do mety. Od dwudziestego drugiego do trzydziestego kilometra, mój czas jeszcze mieścił się w zakładanej normie. Ale ostatnie kilometry to był bieg na przetrwanie, a o pokonaniu biegiem kilkuset schodów na szczyt Szczelińca, dzielących mnie od mety, nie było nawet mowy. Po dotarciu do mety cieszyłem się z tego, że ukończyłem zawody. Czas nie był zachwycający 5:33:44 oraz 68 miejsce w klasyfikacji generalnej na 386 zawodników kończących bieg. W sumie nieźle, jak na mój drugi maraton, ale czułem pewien niedosyt. Po MGS-ie zrobiłem dwa dni przerwy i wznowiłem treningi, ponieważ nie odczuwałem bólu łydki. Niestety w czasie kolejnego treningu coś stało się z drugą łydką. Uraz nie wydał mi się groźny, odpuściłem jeden trening, zrobiłem przerwę, ponownie lekki trening i wydawało mi się, że już jest wszystko w porządku. Dlatego 14 lipca wystartowałem w Czechach w „Behu na Hvezdu” Niestety po rozgrzewce ponownie odczuwałem ból lewej łydki. Nie chciałem odpuszczać zawodów i postanowiłem truchtem pokonać dystans biegu.  Po starcie zrobiłem kilka dni przerwy i dwa lekkie treningi przed wyjazdem w Alpy. Wszystko wydawało być się w porządku, ale po dwóch lekkich treningach we francuskim Passy, ponownie noga zaczęła boleć. Mając w planie jeszcze dwie wyprawy trekkingowe postanowiłem zrezygnować z treningów i zrobić po przyjeździe do Polski jeszcze kilka dni przerwy. W sumie lipiec nie był udanym miesiącem treningowym, ale nie zawsze wszystko układa się tak jak chcemy.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba