MGS zaliczony!!!

Ja i kolega Jarek z Oławy na kilka chwil przed startem.

W sobotę wczesnym rankiem udałem się z Arturem do Pasterki aby stanąć na starcie „Maratonu Gór Stołowych” Dojeżdżając na miejsce zaryzykowaliśmy i wbrew zapowiedziom w sieci o zamknięciu drogi do Pasterki spróbowaliśmy się tam dostać i udało się. Dla zawodników droga była otwarta, a organizatorzy przygotowali kilka prowizorycznych parkingów. Pasterka to nieduża miejscowość złożona z jednej asfaltowej drogi, kościoła i kilku domów, ale znalazło się miejsce dla kilkudziesięciu samochodów. Na miejscu było duszno, a w pełnym słońcu, które co jakiś czas nieśmiało wyglądało zza chmur  było bardzo gorąco. Ciężkie złowieszcze chmury nad Górami Stołowymi nie dawały nam jednak spokoju. Według prognozy pogody nie miało być burz w tym rejonie, jedynie po południu można było spodziewać się deszczu. Atmosfera wśród uczestników była znakomita. Na starcie tego wymagającego biegu zgłosiło się ponad 400 zawodników i zawodniczek z całego kraju i sąsiednich Czech. Czekając na początek zawodów miałem przyjemność poznać osobiście kilka osób z którymi korespondowałem w sieci. Tuż przed startem do Pasterki przybyli znajomi z Wałbrzycha, którzy postanowili kibicować moim zmaganiom na trasie i czekać na mnie na szczycie Szczelińca. Planowałem ukończyć bieg w ciągu 5 godzin i zmieścić się w pierwszej pięćdziesiątce zawodników. Punktualnie o godzinie 10:00 ruszyliśmy do boju.

Start III Maratonu Gór Stołowych 2012

Wystartowałem w czołówce wyścigu, bo chciałem dostać się między Bromovskie skały na początku stawki, aby nie wbiegnąć między skały w grupie wolniej biegających zawodników, których na wąskich ścieżkach między skałami trudno by było wyminąć. Pierwsze dziesięć kilometrów pokonałem w czasie 1 godziny i 5 minut, a na punkcie kontrolnym byłem na pozycji 48. Do 20 km wszystko przebiegało zgodnie z planem. Było duszno, piłem dużo, polewałem się wodą i biegłem przed siebie. Wkrótce jednak coraz mocniej odczuwałem ból prawej łydki. Kilkanaście kilometrów biegu i skakania z kamienia na kamień dało mi się we znaki. Musiałem gdzieś przez nieuwagę źle stanąć i teraz zaczynałem to coraz mocniej odczuwać. Po 25 kilometrze ból był tak wielki, że zaczynałem zastanawiać się czy dotrwam do końca wyścigu. Nie zamierzałem się jednak poddawać. Postanowiłem przejść do marszobiegu i przetrwać kryzys. Do Pasterki dotarłem tylko 15 minut później niż planowałem, ale wiedziałem już że nie ukończę biegu w planowanym czasie. Biegło się ciężko, wysoka temperatura, duża wilgotność i mokre ścieżki dawały się każdemu we znaki. Widziałem jak kilka osób się wywróciło, a kolega z Mieroszowa skręcił nogę, ale jednak dobiegł do mety przede mną. Po minięciu punktu z napojami i owocami w Pasterce zacząłem ostatni etap MGS-u i biegłem w kierunku Błędnych Skał. Ból łydki trochę zmalał, albo się do niego przyzwyczaiłem, ale brakowało sił. Marszobiegiem dotarłem na szczyt i błotnistą, pełną kamieni ścieżką biegłem w kierunku Karłowa. Buty miałem tak przemoczone i pełne błota, że przestałem omijać kałuże. Zbiegłem do asfaltu i dotarłem do Karłowa. Ostatni etap, mozolną wspinaczkę kamiennymi schodami na Szczeliniec pokonałem marszem. Brakło mocy i nie było mi w głowie wbieganie na szczyt. Na metę dotarłem na 68 miejscu w klasyfikacji generalnej na 386 kończących bieg zawodników i jako 15 na 88 zawodników w kategorii masters. Bieg ukończyłem w czasie: 5:33:44 Startujący ze mną koledzy z Wałbrzycha ukończyli zawody na następujących pozycjach; Kamil Pernej – miejsce 35 (5:15:42); Artur Żak – miejsce 89 (5:46:33); Przemek Mikołajczak – miejsce 105 (5:53:29) Zawody były dobrze zorganizowane, na punktach z napojami i owocami widziałem duże ilości wody, napojów oraz owoców i mam nadzieję że dla nikogo ich nie brakło. Na trasie widać było duże zaangażowanie wolontariuszy, którzy dołożyli starań, aby impreza przebiegała sprawnie i za to gorąco im dziękuję. O drobnych niedociągnięciach nie wspominam, bo patrząc na wspaniały pamiątkowy medal jaki zafundowali nam w tym roku organizatorzy, można na nie przymknąć oko.

Zwycięzca biegu Paweł Krawczyk na mecie

Zwycięzcą biegu został Paweł Krawczyk pokonując trasę w czasie 3:57:27, drugi był Mirosław Hornych (Czechy) 4:06:40, a trzeci dotarł na szczyt Miłosz Szcześniewski uzyskując czas 4:08:03. Wśród kobiet najlepsza była Ewa Majer (4:50:53), druga była Magdalena Łączak (4:50:57), a trzecia na mecie zameldowała się Agnieszka Malinowska – Sypek (4:53:14)

Od lewej Przemek, Artur i ja.

Przemek sprawił nam ogromne zaskoczenie przebiegając dystans w znakomitym czasie. Ja i Artur pobiegliśmy poniżej naszych planów. Ale wszyscy trzej postanowiliśmy, że za rok znów staniemy na starcie „Maratonu Gór Stołowych”, aby poprawić swoje wyniki, a jest co poprawiać. Gratuluję również koledze z Mieroszowa Filipowi Szuszkiewiczowi, który mimo kontuzji dobiegł na metę na 47 pozycji uzyskując czas 5:23:20 oraz Jarkowi Łuczkiewiczowi z Oławy za to, że na swój debiut maratoński wybrał MGS i mam nadzieję, że tego nie żałuje. Trasę pokonał w czasie 6:15:50 i zameldował się na mecie na 156 miejscu.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba