WB – Adrspassko – Teplicke Skaly

Dzisiaj przed południem wybrałem się razem z kolegą Arturem na wycieczkę biegową do Czech w Adrspassko – Teplickie Skały. Postanowiliśmy zrobić jeszcze jeden trening w Górach Stołowych, na niecałe dwa tygodnie przed startem w „Maratonie Gór Stołowych” Samochód zaparkowaliśmy niedaleko Adrspachu i asfaltem ruszyliśmy w trasę zaplanowaną przez Artura. Nasz bieg miał odbywać się wokół „Skalnych Miast”, a także przez teren Rezerwatu Teplickie Skały, na górę Cap (796m) i jeszcze kilka ciekawych miejsc.

Na szlaku nie było lekko

Dotarliśmy czerwonym szlakiem w głąb lasu i nagle dalszą drogę zagrodziły nam ogromne chaszcze złożone z pokrzyw i różnego innego leśnego zielska. Postanowiliśmy zmienić trasę, bo było mokro, a przemoczenie butów już na początku planowanej, ponad 30 kilometrowej trasy mogło skończyć się wieloma odciskami i kilkudniową przerwą w treningach, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić. Wkrótce okazało się, że buty i tak mieliśmy pełne wody. Zmiana trasy była błądzeniem wśród skał. Czuliśmy się jak Alicja w Krainie Czarów. Coraz więcej skał, powalonych drzew i paproci sięgających do szyi. Wokół żadnej ścieżki i coraz bardziej podmokły teren, ale nie panikowaliśmy.  To w końcu nie były pustkowia Alaski, ani syberyjskie lasy. W końcu udało nam się wydostać z zarośli i dobiec do właściwej drogi. Po kilku kilometrach dotarliśmy do Teplickich Skał, gdzie nie byłem od  lat. Ogromne kilkudziesięciometrowe bloki skalne robiły wrażenie, a gdy wbiegliśmy ścieżką do miejsca zwanego „Sybir” zrobiło się mroźno i tajemniczo. Było pięknie, dlatego zafundowaliśmy sobie dwa okrążenia, tym bardziej, że turystów prawie nie było wcale i mogliśmy podkręcić tempo. Dalej, obok gigantycznej skalnej „Siekiery” skręciliśmy w prawo i mało uczęszczaną ścieżką dobiegliśmy do Capa – góry z pięknym punktem widokowym na okolice.

Na Capie (796m) -ostatnia fotka przed deszczem

Pamiątkowe zdjęcia i pierwsze krople deszczu. Na szczęście trwał tylko kilkanaście minut, ale i tak przemokliśmy. Zbiegliśmy na dół i dotarliśmy do asfaltu, którym biegnąc szybko dostaliśmy się do Teplic, a dalej boczną uliczką biegliśmy wzdłuż miejscowości. Na końcu Teplic krótka przerwa techniczna, bo musiałem sprawdzić moje buty. Podeszwa lewego Montraila była rozerwana. Kilkaset kilometrów dźwigania faceta ważącego ponad 80kg dało tym butom popalić.

Ostatnie dni Masochistów

Następne będą miały lżej, bo schudłem prawie osiem kilo. Szutrem prowadzącym wzdłuż drogi asfaltowej dotarliśmy do Adrspachu i ostatnie metry należały do Artura. Przyspieszył tak mocno jakby dopiero zaczął biec, bo chciał zaakcentować koniec wycieczki mocnym biegiem. Nie podjąłem walki z Arturem, ale zaakcentowałem swój finisz, mocno i efektownie wywieszonym językiem. 32 kilometrową trasę pokonaliśmy w czasie 3:36:45 (netto), co daje 6:40 min/km Tempo nie było zabójcze, ale w końcu miała to być wycieczka w trudnym terenie, a nie wyścig. Jeszcze tylko kilka treningów i MGS – to będzie bolało!

Slavo65

Może Ci się również spodoba