Wycieczka biegowa w Karkonoszach

 Po wczorajszej wycieczce biegowej musiałem koniecznie zajrzeć do książki „Biegiem przez życie” Jerzego Skarżyńskiego, żeby sprawdzić, czy moje bardzo długie treningi mieszczą się w ramach tego zagadnienia. Nie dlatego, że w krzyżu mnie łupie, kark piecze, a nogi są tak ciężkie jakby były z betonu. Ale dlatego, że Jack Daniels w swojej książce „Bieganie metodą Danielsa” powiedział; „wszystko co robisz musi mieć cel”, więc chciałem upewnić się, czy biegając tak długie i wyczerpujące odcinki cel zostaje osiągnięty. Na szczęście sobotnia wycieczka w Karkonosze spełnia kryteria WB. Nie znalazłem definicji „wycieczki biegowej”, ale na bardzo długim treningu biegowym, biegacz ma  ćwiczyć przede wszystkim: wytrzymałość, siłę woli i motywację do biegania. To wszystko wczoraj przetrenowałem w stu procentach.

Około godziny 10.00 dotarliśmy na Przełęcz Okraj. Żeńska część ekipy wybrała się marszem z Okraju na Śnieżkę, dalej do Vyrovki i w dół do Pecu pod Śnieżką. Syn z kolegą poszli na krótki spacer do Jelenka skąd mieli wrócić na Okraj i czekać na mnie. Ja zaplanowałem bieg z Przełęczy Okraj (1046m n.p.m.), przez Spaleny Mlyn (ok. 800m), Ruzohorky (1280m) do Pecu (ok. 769m) i dalej do Chaty na Rozcesti (1250m), Vyrovki (1368m), Lucniej Boudy (1410m) na Śnieżkę (1602m). I ostatni etap ze szczytu, przez Czarny Grzbiet do Okraju (1046m). Długość trasy wynosiła 34 kilometry, a przewyższenie 1313m w górę i tyle samo w dół. Obliczając przewyższenia uwzględniłem tylko najważniejsze podbiegi i zbiegi do wyliczenia których miałem dostęp. Ruszając w trasę wiedziałem, że nie będzie łatwo. Nieliczne chmury na niebie, chłodny wiatr i słońce zachęcały  do wyprawy. Na przełęczy rozstałem się z członkami wycieczki i ruszyłem w dół asfaltem wzdłuż miejscowości Mala Upa do Spalonego Mlyna. Po przebiegnięciu dwóch kilometrów musiałem ściągnąć bluzę, bo słońce zaczęło grzać coraz mocniej. Biegnąc mijałem piękne górskie zbocza, rozłożone na nich wiejskie chaty i pensjonaty. Zbiegałem na dół i wkrótce dotarłem do głównej drogi w Spalenym Mlynie, skąd po kilkuset metrach musiałem skręcić na leśny kamienno – szutrowy trakt. Rozpocząłem mozolnie pokonywać 5 kilometrowy podbieg. Po kilkuset metrach wspinaczki z prawej strony drogi ukazała się wspaniała panorama Karkonoszy, na której w centralnym miejscu widniał masyw Śnieżki. Zrobiłem pamiątkowe zdjęcie i ponownie marszobiegiem podążałem do góry. Wkrótce dotarłem do asfaltu prowadzącego na Ruzohorky, gdzie znajduje się Horska Bouda Ruzohorky oraz gospodarstwo górskie Decinska Bouda, a nieopodal przebiega wyciąg krzesełkowy na Śnieżkę. Z Ruzohorky roztacza się wspaniały widok na jeszcze częściowo ośnieżoną Upską Jamę, Lisci hregban i okolice. Przez kilka chwil odpoczynku nacieszyłem oczy pięknym widokiem i ruszyłem w dół do Pecu, kamienną stromą ścieżką. Wkrótce dotarłem do samego centrum miejscowości. Krótka przerwa na odnalezienie właściwych znaków i zjedzenie kilku kostek pysznej czekolady Studenckiej i w drogę. W plątaninie turystycznych znaków nie mogłem znaleźć szlaku do Chaty na Rozcestii, a mając półgodzinne opóźnienie postanowiłem udać się czerwonym szlakiem do Vyrovki. Z centrum powędrowałem w górę, by po kilku kilometrach znaleźć się na  polanie, gdzie znajdowały się duże, tajemnicze pensjonaty. Jeden wyglądał na zagospodarowany, ale oprócz kota nikogo tam nie spotkałem. Drugi wyglądał jak budynek z dobrego amerykańskiego horroru. Miejsce do którego dotarłem nazywa się Zeleny Dul. Musiałem zawrócić, bo błądząc na tym pustkowiu, nie mogłem odnaleźć czerwonych znaków. Pożegnałem ten tajemniczy zakątek i po kilkuset metrach dotarłem do znaków i drewnianej tabliczki wskazującej drogę stromo do góry. Od głównego traktu na którym byłem w kierunku wskazanym przez znaki nie odbiegała nawet bardzo skromna ścieżka. Rozglądałem się i zacząłem wspinaczkę, ale nie znajdując ścieżki postanowiłem zawrócić do Pecu, skąd innym szlakiem, również czerwonym udałem się do Vyrovki. W nogach miałem już kilkanaście kilometrów, plus kilka zrobionych do Zelenego Dolu i z powrotem. Początkowo wspinałem się do góry marszobiegiem, ale było coraz gorzej i wkrótce postanowiłem przejść do marszu. Dotarłem do górskiego grzbietu i widząc w oddali Chatę na Rozcestii i Vyrovkę kilkaset metrów przed sobą przeszedłem do marszobiegu. Kilka łyków kończącego się napoju i skręcam w prawo do Lucni boudy.

Wkrótce mijam zalegające od zimy duże pałacie śniegu rozłożone po obydwu stronach drogi. Kiedy zacząłem zbiegać w dół spotkałem żonę i koleżanki, które zmierzały w przeciwnym kierunku. Kilka pamiątkowych zdjęć, napełnione bidony i rozstaliśmy się.

Wspinaczka do Vyrovki zajęła mi więcej czasu niż przewidywałem, dlatego przyspieszyłem i biegiem udałem się na najwyższą górę Karkonoszy. Drogę na szczyt pokonywałem marszobiegiem. Pogoda była wspaniała, dlatego turystów na szlaku nie brakowało. Przy tak pięknej pogodzie widok ze Śnieżki był imponujący. Jednak nie mogłem sobie pozwolić na dłuższą przerwę. Zjadłem kilka kostek czekolady, popiłem wodą i udałem się przez Czarny Grzbiet na Przełęcz Okraj. Całość trasy pokonałem w czasie 5:21:44. Stoper zatrzymywałem jedynie podczas przerw poświęconych na wyciąganie mapy oraz szukanie szlaku. Czas netto poświęcony na przebycie 36 kilometrowej trasy (2km zrobiłem dodatkowo) wynosi 4:51:40, co daje 8:06min/km. Tempo nie było rewelacyjne. Szczególnie dały mi się we znaki dwa bardzo długie kilkukilometrowe podbiegi, ale z treningu jestem zadowolony.

Slavo 65 🙄

Może Ci się również spodoba