Trening w Bromowskich Skałach

Na trening w Górach Stołowych wybrałem się w sobotę. Postanowiłem przetestować czeską część „Maratonu Gór Stołowych” o długości 30km. Było ciepło, temperatura powyżej 20 stopni i zanosiło się na to, że rtęć w okolicznych termometrach będzie nadal pięła się w górę. Wystartowałem sprzed Schroniska Pasterka w kierunku granicy. Najpierw asfaltem do szlabanu i dalej łagodnie w górę leśnym traktem do przejścia granicznego Pasterka – Machovsky kriż. Droga kamienista, ale szeroka, nagle zaczęła ostro spadać w dół. Mimowolnie przyspieszyłem, ale kamieniste podłoże zmuszało do zachowania ostrożności. Mój prędkościomierz Kalenji wysiadł już na początku. Coraz bardziej nawala i wątpię czy da się nim teraz prawidłowo zmierzyć drogę. Minąłem czeskich turystów i dotarłem do końca zbiegu, zakręt w prawo i nieprawdopodobnie stromy podbieg kamienistą drogą, której mały fragment uwieczniłem na zdjęciu.

To będzie pierwszy test sprawności uczestników MGS-u, prawie tak wymagający jak casting do „You Can Dance”-  tylko bardziej bolesny! Kolana skrzypią w krzyżu łupie, ale wspinam się mozolnie do góry. Droga łagodnieje i staje się prawie pozioma. Kilkaset metrów przed siebie, ale nagle muszę skręcić w lewo w słabo widoczną leśną ścieżkę, między gęsto rosnącymi drzewami. Wspinam się w górę, a liczne, małe głazy z każdym metrem przechodzą w prawdziwe kamienne bloki. Docieram do skalnego przejścia „Sovi hradek”, to początek wąskiej ścieżki wijącej się między malowniczymi skałkami. Liczne zakręty doprowadzają do skrzyżowania dróg zwanego Panuv kriż na skraju Bożanovskiego Spicaka. Dalej zielonymi znakami, następnie żółtymi w kierunku Kamiennej Bramy i do Zajeci rokle za którą jest Slavny. Zeruję stoper, bo Kamienna brama leży poza trasą maratonu. Nie mogę jej jednak odpuścić to przepiękna skalna grupa z której roztacza się panorama okolicy. Pamiątkowe zdjęcie, kilka łyków napoju i wracam na trasę. Wąska ścieżka przeciska się nieśmiało między ogromnymi skalnymi formacjami. Gdzie niegdzie dla wygody turystów wykuto skalne schody. Zbiegam w dół szerokim traktem, ale orientuję się, że zboczyłem z trasy. Wracam kilkadziesiąt metrów do góry i skręcam we wcześniej niezauważoną ścieżkę. Przyspieszam, biegnąc zboczem Bromowskich Skał. Docieram do Zajeci rokle i mozolnie wspinam się kamienną ścieżką. Zaczynam coraz mocniej czuć smród zwierzęcych odchodów. Jeszcze kilkaset metrów wśród skał i moim oczom ukazują się winowajcy tego fetoru. Trzy krowy zaledwie, a spodziewałem się wielkiego stada. Wybiegam z lasu i biegnąc wzdłuż łąki w oddali widzę ośnieżone grzbiety Karkonoszy. Ścieżka wraca między drzewa i skały. Szerokim traktem biegnę w dół, by nagle tuż przed pierwszymi zabudowaniami wioski, skręcić w boczną ścieżkę i z powrotem do góry. Szlak prowadzi bezwładnie między drzewami i dociera do leśnej drogi która biegnie tędy w dwóch kierunkach. Z lewej strony na drodze posadzone są kilkudziesięciocentymetrowe drzewa, jakby ktoś chciał zlikwidować przejście. To wprowadza mnie w błąd i biegnę w przeciwnym kierunku. Brak znaków zmusza mnie do powrotu. Przebiegam między posadzonymi drzewami i kilkadziesiąt metrów dalej odnajduję niebieskie znaki. Docieram do głównego traktu i skręcam w prawo do Kovarovej rokle. Jest to jedno z piękniejszych miejsc w Bromovskich Skałach. Byłem tu kilka razy, ale i tym razem majestatyczne skały robią na mnie ogromne wrażenie. Wąską ścieżką docieram do „Supi Kos”. Piętnasty kilometr trasy osiągnąłem w czasie 2 godziny 10 minut. Słabo, a nawet beznadziejnie. Zeruję licznik i wchodzę na punkt widokowy. Czeski turysta robi mi pamiątkowe zdjęcie.

Schodzę na dół i czerwonym szlakiem biegnę grzbietem Bromowskich Skał do Slavny. Wąska ścieżka ciągnąca się między skałami jest na tyle wygodna, że mogę przyspieszyć.  Zbiegam w dół brukowaną drogą, której fragment pojawia się znienacka i tak samo tajemniczo kończy. Wygląda to jak jakiś drogowy żart na tym odludziu. Docieram do Slavny i biegnę nędznym asfaltem wzdłuż lasu. Mogę przyspieszyć, ale sił ubywa. Zostały ostatnie łyki napoju, więc muszę oszczędzać. Jeszcze niecałe dziesięć kilometrów. Skręcam w ścieżkę rowerową i biegnę wyraźną drogą opadającą coraz mocniej w dół. Dobiegam do skrzyżowania i skręcam następną ścieżką rowerową do góry. Nie wiem dlaczego tak jest, ale im bardziej w dół zbiegam tym bardziej później jest do góry! Odcinek ten miałem pokonać biegiem, ale totalnie wymiękam. Staram się jednak brnąć do przodu marszobiegiem. Ostatnie kilkaset metrów skręcam do Machov kriż, na stoperze brakuje kilku minut do czterech godzin. Czas jest beznadziejny, ale docieram do Pasterki biegiem. 30 km trasę pokonuję w czasie 4:03:10 co daje zaledwie 8:06 min/km Mogło być lepiej, ale popełniłem błąd. Brakło mi energii, ponieważ nie zjadłem porządnego posiłku rano przed biegiem i to się wkrótce zemściło. Na batoniku i wafelku można biec, ale jakąś krótką kilkukilometrową trasę, a nie 30 kilometrów w tak trudnym terenie.  W sumie nie było źle, ale czas muszę koniecznie poprawić.

Slavo 65 😕

Może Ci się również spodoba