Bieg na Chełmiec 2012

W sobotę miałem przyjemność uczestniczyć w „V Uzdrowiskowym Biegu na Chełmiec” organizowanym w uzdrowisku Szczawno Zdrój. Dzień w którym odbywała się impreza przywitał nas deszczowo. Przed wyjazdem na zawody kilka razy spoglądałem za okno, ale nic nie wskazywało na poprawę pogody. Nie martwiłem się tym, czy zawody się odbędą oraz tym czy przybędą biegacze, bo tylko trzęsienie ziemi mogłoby powstrzymać od startu miłośników biegania z Wałbrzycha i okolic. Z nieba siąpił drobny deszcz prawie do samego startu. Nikt jednak się tym nie przejmował, zawodnicy rozgrzewali się i wszyscy czekaliśmy na start honorowy który miał odbyć się sprzed ratusza. Krótkim powitaniem imprezę otworzył Burmistrz miasta i ruszyliśmy truchtem na linię startu, znajdującą się kilometr dalej, na drodze przy Dworzysku. Przed nami do pokonania była trasa długości 9600m z Dworzyska położonego na wysokości 410m na szczyt Chełmca o wysokości 851m. Przewyższenie wynosiło około +440m. Trasa to był głównie podbieg na szczyt, leśnymi drogami z jednym krótkim odcinkiem o niewielkim spadku i drugim około 200 metrowym w poziomie. Wystartowaliśmy z kilkuminutowym opóźnieniem. Bieg rozpoczął się na błotnistej polnej drodze znajdującej się na tyłach Dworzyska. Kilkuset metrów biegliśmy grzęznąc w błocie zanim dotarliśmy do lasu. Tam nie było lepiej; wciąż ślisko, błoto i kałuże. Było ciężko, ale biegliśmy do przodu lekko pod górę. Ja wystartowałem jak w Zagórzu; „ostro ile się da do przodu, a później zobaczymy!” Po przebiegnięciu około 3 kilometrów zacząłem zostawać w tyle. Czułem się jakby ktoś odciął mi dopływ tlenu do płuc. Ale brnąłem do przodu i choćbym miał się wczołgiwać do góry to postanowiłem, że muszę znaleźć się na szczycie. Przemęczyłem kolejne dwa kilometry i już było lepiej. Minąłem jednego zawodnika i zbliżyłem się do kolejnego. Sam również byłem doganiany przez niestrudzonych rywali. Dlatego musiałem walczyć o utrzymanie pozycji. Na ostatnim bardzo stromym odcinku niekończącego się podbiegu dogoniłem kolejnego zawodnika. Chwilę biegliśmy razem. On nie wytrzymał narzuconego przeze mnie tempa i dalej biegłem sam. Do mety było zaledwie kilkaset metrów. Oczywiście pod górę. Na plecach czułem oddech doganiającego mnie zawodnika. Obejrzałem się za siebie, był tuż za mną, przyspieszyłem. Takiego finiszu nie powstydziłby się sam Usain Bolt! Po 9km pod górę, jeszcze kilkadziesiąt metrów ostrego sprintu i meta!

Dobiegłem na 40 pozycji wśród 70 biegaczy. W kategorii M40 byłem 10 na 16 zawodników. Mój czas to 0:55:01 co daje 5:44min/km Wiem, że mogło być lepiej co najmniej o 2-3 minuty, ale brakło trochę woli walki i tlenu. Poprawiłem się jednak w biegu pod górę prawie o minutę na kilometr i mam nadzieję, że do końca sezonu zrobię jeszcze kilkanaście sekund. W każdym razie będę nad tym pracował. Nie ma lekko!

Zawody wygrał Dariusz Kruczkowski (REGLE SZKLARSKA POREBA) uzyskując czas 0:36:35, drugi był sympatyczny Czech Pavel Bredl  (SK NOVE MESTO n/METUI) z czasem 0:38:03, a trzeci dotarł na metę Paweł Krawczyk (TERNUA TEAM – KRAKÓW) uzyskując czas 0:38:49 Pierwsza trójka pokonała rekord trasy ustalony w 2009 roku przez Edwarda Baczewskiego i wynoszący 0:39:10 Zakończenie imprezy odbyło się na szczycie Chełmca. Były pamiątkowe medale, loteria i pieczona kiełbasa, a zza chmur nieśmiało spoglądało słońce. Ale to nie był koniec biegania. Razem z kolegą Arturem postanowiliśmy wrócić truchtem do Szczawna i zrobiliśmy jeszcze dziesięć kilometrów – tym razem było z góry.

Następny tydzień zapowiada się niezwykle ciekawie. Jak dobrze pójdzie to zrobię dwa treningi w Górach Stołowych i jeden w Karkonoszach oraz popracuję nad prędkością na miejscu.

Slavo 65  😛

Na zdjęciu zwycięzcy biegu oraz Marek Henczka główny organizator cyklu Grand Prix Idol

Wyniki biegu znajdziecie na stronie: http://www.idol-wkb.pl

Może Ci się również spodoba