WB – Zamek Grodno

Wiedziałem, że do zamku w Zagórzu Śląskim jest daleko, ale nie myślałem, że aż tak. Na wszelki wypadek na wycieczkę biegową zabrałem dodatkową odzież i dwa półlitrowe termosy z gorącą, mocno posłodzoną herbatą. Wystartowałem przy pomniku De Galla. Zacząłem krótkim podbiegiem w kierunku kościoła w dzielnicy Szczawienko, dalej w dół kilkaset metrów i w górę długim podbiegiem do głównej ulicy, którą wyjeżdża się z Wałbrzycha w kierunku Wrocławia. Przekroczyłem ulicę i mijając Palmiarnię, biegłem asfaltem do końca dzielnicy Lubiechów. Z prawej strony było widać remontowane tory kolejowe, dzięki którym może wkrótce będziemy z przyzwoitą prędkością przemieszczać się w głąb kraju. Po kilkunastu minutach dotarłem do końca Lubiechowa. Minąłem stadninę i przebiegłem przez tory kolejowe. Tam spotkałem wcześniej już przeze mnie widywanego psa, który jako jedyny pies, totalnie mnie olewał. Nie szczekał i nawet nie warknął. Podczas gdy wszystkie inne, omal nie zżarły ogrodzeń na mój widok, żeby wyskoczyć na ulicę i potarmosić mnie za nogawki. Pomyślałem sobie, że to dziwak jakiś i pobiegłem dalej. Wbiegłem do lasu drogą, prowadzącą lekko pod górę i tak biegłem ponad dwa kilometry, a następnie zbiegałem ostro w dół do Jeziorka Daisy.  Łyk herbaty, pamiątkowa fotka malowniczego jeziorka i dalej zielonym szlakiem w kierunku wsi Pogorzała. Wbiegając do wsi dotarłem do drogi asfaltowej prowadzącej do Świdnicy, tam zrobiłem zdjęcie krzyża pokutnego, znajdującego się na skarpie. Następnie skręcając w prawo, pobiegłem kilkaset metrów w górę wsi. Zbiegając z głównej drogi, skręciłem w lewo na polną drogę prowadzącą do Modliszowa. We wiosce chwila przerwy na zdjęcie malowniczego kościółka i w górę do drogi asfaltowej przebiegającej przez wieś. Przebiegłem przez drogę i asfaltem prowadzącym w dół przez las dotarłem do Złotego Lasku.  Z lewej strony widoczny był wyremontowany zalew, który wiele lat temu cieszył się niezwykłą popularnością wśród mieszkańców Wałbrzycha, szczególnie podczas letnich upałów. Czy zalew będzie ogólnie dostępny tego nie wiem, ponieważ na ogrodzeniu, oddzielającym teren od głównej ulicy, nie wisiała żadna informacja. Dotarłem do skrzyżowania i wbiegłem na leśną drogę, którą prowadził zielony szlak. To był długi, kilkukilometrowy podbieg który pokonałem marszobiegiem. Wkrótce dotarłem do jego końca i dalej przemieszczałem się przez las. Spostrzegłem wałęsającego się psa w oddali, a kiedy przebiegłem jeszcze kilkaset metrów, przeciął mi drogę młody jeleń. Biegł dosyć szybko, dlatego tylko przez chwilę go widziałem. Docierając do końca lasu wbiegłem na otwartą przestrzeń i spostrzegłem miejscowego biegacza, który biegnąc na skróty po łące, wyprzedził mnie i tak przez kilkaset metrów biegł przede mną do  Zagórza Śląskiego znikając między budynkami. Jeszcze tylko kilkaset metrów asfaltem i zakręt na kamienisty podbieg do zamku Grodno. Na miejsce dotarłem pokonując 21 kilometrową trasę. Kilka pamiątkowych zdjęć, kromka chleba z miodem, łyk herbaty i udałem się w powrotną drogę.  Postanowiłem obiec Jezioro Bystrzyckie, które ciągnęło się w nieskończoność. Najwyraźniej zmęczenie dawało znać o sobie. Dobiegłem do tamy na której zrobiłem kilka zdjęć i przechodząc ją dotarłem do ścieżki, którą udałem się w dół do drogi asfaltowej w Lubachowie rozciągającym się poniżej tamy. Wioskę pokonałem marszobiegiem i skręciłem w lewo do Złotego Lasku, a tam ponowny zakręt, tym razem w prawo, również asfaltem pod górę. Tą dwukilometrową część pokonałem marszem, oszczędzając siły na ostatni etap trasy. Dotarłem do Modliszowa i tam w miejscowym sklepiku kupiłem Colę, bo herbata już dawno mi się skończyła. Byłem tak spragniony, że przełknąłem napój niemal natychmiast. Pokonując drogę prowadzącą wśród pól, dotarłem do Pogorzały i obok krzyża pokutnego skręciłem w lewo. Mijając zabudowania dotarłem do lasu i przy Jeziorku Daisy, skręciłem w lewo, tym razem wybierając niebieski szlak. Dzięki temu mogłem ominąć Lubiechów wybiegając na tyłach wałbrzyskiej Palmiarni. W nogach czułem już przebyte kilkadziesiąt kilometrów, ale do domu było bardzo blisko więc się nie poddawałem. 46 kilometrową trasę pokonałem w 5 godzin i 30 minut. Czas nie był rewelacyjny, ale wczorajszy bieg to pierwsze długie wybieganie od stycznia. Postanowiłem nie szarżować, tym bardziej, że dokładnie nie wiedziałem ile kilometrów miałem przed sobą…

Slavo 65

Może Ci się również spodoba