Półmaraton Ślężański 25.03.2012

W sobotę wybrałem się do Sobótki na V Bonart Półmaraton Ślężański. Pojechałem z Bogdanem i Jackiem znajomymi biegaczami z Wałbrzycha, reprezentującymi Stowarzyszenie Rekreacyjno Sportowe Dęby Wałbrzych. Start w Sobótce był moim debiutem na dystansie 21km, a także pierwszym udziałem w tak dużej imprezie. Na zawody było zapisanych prawie 4 tysiące biegaczy z całej Polski, ale nie brakło również sportowców z innych krajów. Pakiety startowe pobrało 3030 osób. To ogromna rzesza biegaczy, którzy stanęli na starcie półmaratonu w niewielkim, liczącym około 7 tysięcy mieszkańców mieście. Start w Sobótce zaplanowałem kilka miesięcy temu. Bogdan i kilku innych wałbrzyskich biegaczy, startujących we wcześniejszych edycjach biegu, chwaliło imprezę za znakomitą organizację i atmosferę panującą na zawodach, dlatego postanowiłem włączyć start w Sobótce do moich przygotowań do sezonu biegowego w tym roku. Kiedy przybyliśmy do Sobótki spodziewałem się chaosu i przytłaczającego tłumu. Tymczasem byłem mile zaskoczony, bo nic takiego nie miało miejsca. Organizatorzy przewidzieli setki miejsc parkingowych dla uczestników. Natomiast na hali sportowej było wiele stanowisk na których wydawano pakiety startowe i praktycznie nie było kolejek. Dodatkowo postawiony został ogromny namiot w którym wydawano posiłki po biegu. Trasę zabezpieczała miejscowa Policja wspomagana przez Żandarmerię Wojskową. Żołnierze pomagali w utrzymaniu porządku i bezpieczeństwa ponieważ bieg był również Mistrzostwami Polski Wojska Polskiego w Półmaratonie. W dniu biegu pogoda była wspaniała, słoneczna, prawdziwie wiosenna, zapowiadało się na wesołą imprezę. Start nastąpił z malowniczego rynku w Sobótce. W uszach dźwięczał mi jeszcze huk armatniego wystrzału, a już czołówka zawodników zniknęła za zakrętem pierwszego podbiegu. Jacek umknął wraz z nimi, a Bogdana zgubiłem po kilkuset metrach. Nawet nie starałem się ich dogonić, bo wiedziałem, że są poza moim zasięgiem. Jacek planował pokonać dystans w 1 godzinę i 35 minut, a Bogdan w czasie 1 godzina 45 minut. Moim planem było pokonanie półmaratonu w 1 godzinę i 55 minut. Wiedziałem, że po ostatniej kontuzji na więcej mnie nie stać, ale i tak biegłem  znacznie wolniej od kolegów. Pierwsze 3 kilometry pokonałem w tempie grubo przekraczającym planowane 5:30 min/km Ale wiedziałem, że w dalszej części biegu będzie długi męczący podbieg na Przełęcz Tąpadła, a tam będę biegł znacznie wolniej. Chcąc pokonać trasę w planowanym czasie musiałem zakładać odcinki szybszego biegu, ponieważ trasa przebiegała po pofałdowanej powierzchni. Po przebiegnięciu ponad 3 kilometrów zwolniłem i postanowiłem biec planowanym rytmem. Wielu biegaczy wciąż mnie wyprzedzało, pomimo że nie zwalniałem, po prostu byli szybsi. Nie przejmowałem się tym jednak i biegłem według planu. Długi podbieg na przełęcz okazał się nie tak groźny, dodatkowo chłód lasu ciągnącego się wzdłuż drogi przynosił trochę ulgi w tym nadzwyczaj ciepłym wiosennym dniu. Zwolniłem tak jak większość biegaczy, którzy razem ze mną mozolnie pokonywali kolejne metry tego długiego podbiegu. Wkrótce zaczął się ostry zbieg, ale brakło mi mocy, żeby wyraźnie przyspieszyć i wykorzystać ukształtowanie terenu. Przyspieszyłem niewiele, bo na więcej nie było mnie stać. Wybiegliśmy z lasu i dalej asfaltowa droga wiła się wśród pół i łąk, a po niej ciągnął się kolorowy wąż złożony z setek biegaczy zmierzających do celu i znikających gdzieś w oddali. Pomyślałem, że pewnie jestem już na końcu wyścigu. Ale oglądając się za siebie ujrzałem również ogromną masę biegaczy podążającą za mną. Kiedy mijałem 18 kilometr trasy, wyprzedzałem coraz więcej maszerujących biegaczy którzy opadli z sił. Byli również skrajnie wycieńczeni leżący na poboczu, którym udzielano pomocy. Trzy kilometry przed metą, po minięciu ostatniego punktu z napojami przystąpiłem do finiszu. Znacznie podkręciłem tempo i wyprzedziłem wielu uczestników zawodów. Ale kilkaset metrów przed metą brakło mi sił i dotarłem do mety znacznie wolniej. Na mecie zameldowałem się na 1498 pozycji z czasem 1:56:36, a trasę pokonałem w tempie 5:33 min/km W nagrodę dla uczestników kończonych bieg czekał wspaniały medal, który również otrzymałem. Moi koledzy uzyskali następujące czasy: Jacek pokonał dystans w 1:32:42 i na metę dotarł na 247 pozycji, a Bogdan uzyskał 1:38:24 i zameldował się jako 433 zawodnik. Zwycięzcą biegu był Toth Laszlo z Węgier (1:05:46), a za nim zameldowali się czterej zawodnicy z Kanii i biegacz z Ukrainy. Wśród kobiet najlepsza była Rosjanka Trilinskaja Nadieżda (1:18:54), następnie Kotovska Olga z Ukrainy (1:19:04) oraz Szenk Marta z Polski (1:22:48) Na zwycięzców czekały nagrody pieniężne i puchary nawiązujące do historii pradawnego kultu mitycznej góry Ślęży. Ceremonia wręczania nagród nieco się przeciągnęła, ale oprócz klasyfikacji OPEN i wielu kategorii wiekowych, wręczane były również nagrody w klasyfikacji Mistrzostw Polski Wojska Polskiego w Półmaratonie. Po prawie dwóch godzinach doczekaliśmy się losowania nagród, a było one cenne. Sponsorzy okazali się niezwykle hojni. Wylosować można było m.in. telewizory, rowery lub wartościowe bony pieniężne (do 2 tysięcy złotych) Niestety wielu szczęśliwców którzy zostali wylosowani, nie było już podczas trwania loterii i organizatorzy wyciągali karty z nazwiskami innych osób. Mnie i moim kolegom musiały wystarczyć wspaniałe medale, koszulka termiczna którą dostaliśmy w pakiecie startowym, piwo „Zamkowe” i satysfakcja z ukończonego biegu. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie to zjawimy się również za rok w Sobótce. Ja będę tutaj jeszcze w tym roku brał udział w „Biegu na Ślężę” Gorąco polecam Bonnart Półmaraton Ślężański w Sobótce, wspaniała, znakomicie przygotowana impreza biegowa, warto tutaj przyjechać.

Slavo 65

Może Ci się również spodoba