Wiosno nadciągaj!

Po ciężkich mrozach które jakoś przebrnąłem cierpliwie, biegając nawet przy -17 stopniach, odetchnąłem z ulgą ale nie na długo. Nadciągnął śnieg nadrabiając zaległości i dosyć obficie zasypał większość Europy. Wałbrzych również nie został pominięty przez tą zimową nawałnicę. Zrobiłem dwa dni przerwy po moim ostatnim 20 kilometrowym biegu. Po którym czułem się jakbym przebiegł maraton. Większość trasy pokonywałem przeskakując z jednej śnieżnej koleiny w drugą, albo biegałem okrakiem by następnie stawiać drobne kroczki, stopa za stopą jak japońska gejsza. Po takim rajdzie musiałem zrobić przerwę, bo biodra bolały niemiłosiernie od tej dziwacznej gimnastyki. A teraz śnieg, dużo śniegu! Dzisiejszy trening to istne brodzenie w wąskich, wydeptanych na pół metra ścieżkach. W których nie sposób było się wyminąć z nadchodzącą osobą i musiałem co kilkanaście metrów brodzić w głębokim do kolan śniegu. Po przebiegnięciu, a właściwie przebrnięciu kilkuset metrów buty były przemoczone, ale postanowiłem zrobić trzy okrążenia z nawiązką wokół Podzamcza i zrobiłem. Skąd ten upór? Już na początku miesiąca w związku z ostrymi mrozami i śliską nawierzchnią zrezygnowałem z treningu technicznego, ale koniec z ustępstwami. Kilometry muszą być wybiegane, choćbym miał to zrobić truchtem. Jeszcze kilka tygodni i wiosna. Przyjdzie czas na „robienie” prędkości. Ja wytrzymam i Wy pewnie również.

Może Ci się również spodoba